03/13/2017

Jak zaakceptować swój wygląd i zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem?

Beata Machnikowska
Zapisz się na newsletter i otrzymuj specnewsy

Projekt ciało

Jeżeli zaczynając czytać ten tekst oczekujesz, że dowiesz się z niego o nowej, cudownej diecie, nie czytaj dalej. Nie będzie też w nim mowy o cudownym treningu, który sprawi, że Twoje ciało będzie przypominało grecką boginię. Nie dowiesz się też z niego o cudownych suplementach, które rozwiążą Twój problem z nadwagą. Nie, nie udało mi się „odkryć Ameryki” w dziedzinie dietetyki.

Udało mi się coś innego, nauczyłam się słuchać swojego ciała, zauważać jego potrzeby, szanować je, akceptować. Ciało to mój najlepszy przyjaciel, który zawsze mówi prawdę, który chce dla mnie jak najlepiej, pragnie aby nasza relacja była wartościowa i trwała jak najdłużej. Dla przyjaciela zawsze znajdujemy czas, aby go wysłuchać, nie oceniamy go, jesteśmy wyrozumiali i gotowi wiele wybaczyć. Ja i ciało to jedność.

Jeżeli zatem pragniesz tego samego i chcesz dowiedzieć się jak zaakceptować swój wygląd i zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem, to ten tekst może być dla Ciebie pomocny!

Kult ciała, dysmorfofobia i zdrowe jedzenie

Od kiedy pamiętam byłam niezadowolona ze swojego ciała. Zawsze wydawało mi się, że jestem za gruba. Gdy oglądam swoje zdjęcia z wczesnej młodości, to dziś nie mogę w to uwierzyć, bo widzę na nich ładną, zgrabną dziewczynę. Dziś już wiem, że takie zjawisko ma swoją nazwę w psychologii – dysmorfofobia. Patrzysz w lustro i widzisz zniekształcony obraz siebie.

lustro gif

Może w moim przypadku, nie przybrało to skrajnej formy, ale fałszywy obraz ciała bywa przyczyną wielu kłopotów lub wręcz poważnych zaburzeń. Na szczęście moje niezadowolenie z rozmiaru, nigdy nie pchnęło mnie do jakiś radykalnych eksperymentów z dietami czy obsesyjnymi ćwiczeniami. Drzemał we mnie jakiś instynkt samozachowawczy. Co nie zmienia faktu, że temat nadwagi, diet był przez lata obecny w moim życiu. Bywały lepsze i gorsze okresy, ale niezadowolenie z figury zabierało stanowczo za dużo miejsca i energii i obniżało moją samoocenę. A z wiekiem faktycznie tych nadprogramowych kilogramów trochę przybyło. Prowadziło to do frustracji. W miarę rozwoju mojej samoświadomości zaczęłam uważniej wsłuchiwać się w moje ciało. Małymi krokami wprowadzałam zmiany. Regularność posiłków, w miarę zdrowe jedzenie. Oczywiście po drodze zaliczałam różne załamania i zrywy, ale ostatecznie dziś mogę powiedzieć, że nawyk regularnych posiłków na stałe gości w moim życiu. Nawet jak coś wytrąci mnie z równowagi, to zaraz wracam na utarte tory.

Trudniej było opanować tak zwane „zdrowe jedzenie”. Bo czym ono jest?

Ze wszystkich stron bombardują nas informacjami na temat tego co jest zdrowe a co nie. Jedz tylko margarynę bo od masła tyjesz i masz sklerozę. Po paru latach okazuje się, że margaryna to samo zło. Zamiast cukru używaj słodzika, dziś wiemy że to trucizna. Jedz węglowodany, nie jedz węglowodanów, jedz chudo! Jedz tłusto! Nie jedz kolacji – przeciwnie, jedz kolację obowiązkowo. Jajka to samo zło, źródło złego cholesterolu. Jajka to jeden z bardziej wartościowych produktów spożywczych.

Przykłady cudownych rad można mnożyć. Można też zwariować od tych sprzecznych informacji. Dlatego zdecydowałam, że będę obserwować co mi służy a co nie. Bo każdy z nas jest inny, i czego innego potrzebuje. Nie ma uniwersalnego sposobu odżywiania, dobrego dla wszystkich. Tak jak i każdy z nas preferuje inny rodzaj aktywności. Co zyskałam? Większy spokój i akceptację. Czy wyglądam jak celebrytką z pierwszych stron gazet? Nie! Po zimie mam kilka nadprogramowych kilogramów, ale dziś już nie wpadam w panikę, nie szukam cudownych rozwiązań, tylko baczniej się przyglądam temu, co jem, jakie mam nawyki żywieniowe i jakie aktywności wprowadzam do swojego życia. Akceptuję fakt, że zima zawsze kończy się na plusie a wiosna sprzyja powrotowi do równowagi. Dzięki takiemu podejściu nie mam dużych wahań wagi.

Utrzymuj równowagę

Jesteśmy świadkami czasów, w których relacja z ciałem jest zwykle zaburzona. Z jednej strony traktujemy je jak niewolnika. Poddajemy restrykcyjnym dietom i katorżniczym ćwiczeniom. Z drugiej zaś, możemy zaobserwować całkowity brak kontaktu z ciałem, odcięcie się od niego, nie poświęcanie mu uwagi. Nie wiem która z tych sytuacji jest bardziej niepokojąca. Z całą pewnością jedno i drugie podejście ma swoją cenę. Dążenie do ideału powoduje, że musimy w siebie coraz więcej inwestować.

Kult ciała i wiecznej młodości powoduje, że gdy raz wkroczymy na tę drogę to mamy przymus ciągłego ulepszania, poprawiania, kontrolowania, liftingowania. Każdy nowy zabieg przynosi zadowolenie, ale niestety zwykle na krótko. Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, jak wiele kobiet wygląda jak klony, tracąc swoją niepowtarzalność na rzecz wyprasowanej twarzy i pełnych ust, wyćwiczonej sylwetki. A przecież i tak czasu nie uda im się zatrzymać. Na to póki co nie mamy wpływu. Oczywiście nasz wygląd ma znaczenie. Dlatego nie chodzi o to by nie dbać o siebie. Wręcz przeciwnie uwielbiam patrzeć na zadbane osoby. Takie, które utrzymują swoje ciało w dobrej formie, sprawności, ładnie się poruszają, ubierają. Jest to niezbędne dla dobrego samopoczucia i zdrowia. Nie jestem przeciwna zabiegom kosmetycznym. Sama z nich korzystam. Wszystko to jednak nie może przybierać formy obsesji wynikającej z braku akceptacji zmian jakie zachodzą w naszym ciele wraz z upływem lat. Tej akceptacji uczymy się przez całe życie.

Drugi rodzaj relacji, to brak relacji. To sytuacja, kiedy ciało nie jest przez nas w ogóle zauważane a jego potrzeby zaspokajane. Nie identyfikujemy się z ciałem. Jemy byle co, byle jak. Nie zapewniamy mu odpoczynku, aktywności. Ciało to jedynie nieważne opakowanie albo ograniczające nas więzienie.

 

Słuchaj uważnie

Jest jeszcze trzecia droga, to właśnie nią próbuję podążać. To nie jest nowa droga, kroczyli nią od wieków ludzie w wielu kulturach. Niestety nasza kultura wywodząca się z judeochrześcijaństwa traktuje ciało jako coś czym nie należy zawracać sobie zbytnio głowy, ukazując je z jednej strony jako źródło zła, z drugiej jako świątynię ducha. Takie podejście ma swoje konsekwencje w relacjach z ciałem, które często są zaburzone. Tymczasem człowiek to ciało, umysł i dusza i tylko harmonia pomiędzy tymi trzema sferami czyni nas szczęśliwymi. Ciało jest zależne od umysłu a umysł od ciała. O ile zależność ciała od umysłu wydaje się oczywista, o tyle nad odwrotną sytuacją nie zastanawiamy się zbyt często. Gdy umysł racjonalny przestaje sobie radzić z różnymi bodźcami kontrolę przejmuje ciało. Zaczyna niedomagać, chorować. Nadwaga też jest przecież pewnego rodzaju dysfunkcją. Dlatego gdy jesteśmy uważni i słuchamy ciała, przestaje być ono traktowane przedmiotowo a staje się pełnoprawnym członkiem relacji ciało-ja. Relacji dzięki której wiele możemy zyskać.

 

Zatem jak zaakceptować swój wygląd i zbudować relacje ze swoim ciałem?

Po pierwsze: Dogadaj się ze swoją głową.

Zwykle wszystkie nasze działania zaczynamy od „dogadania się z głową”. Czasem to działa, czasem nie. Z własnego doświadczenia, zarówno osobistego jak i warsztatowego wiem, że pomimo, że zwykle doskonale wiemy, że coś nam nie służy to jednak nie umiemy zapanować nad np. objadaniem się słodyczami. Nie wystarcza nam silnej woli. Na początek spróbuj zamiast „dogadywać się z głową” dogadać się z ciałem. Gdy wieczorem po raz kolejny idziesz do kuchni w poszukiwaniu czegoś do przegryzienia, zanim wrzucisz to w siebie zapytaj swojego ciała : „czego potrzebujesz?”, „czy naprawdę tego potrzebujesz?”. Daj sobie chwile aby „usłyszeć” czego pragnie twoje ciało. Może usłyszysz, że odpoczynku albo przytulenia. Może za pierwszym razem nic nie usłyszysz, ale praktyka czyni mistrza. Pomocne tu mogą być krótkie ćwiczenia medytacyjne, które mają na celu „wyłączenie myślenia”, ale też swego rodzaju uziemienie emocji, które są przecież często przyczyną objadania się. Zatrzymaj się na chwile, stań lub usiądź wygodnie, tak by stopy dotykały ziemi. Zamknij oczy i głęboko oddychaj. Obserwuj przez chwilę oddech. Ta chwila bez myśli pomoże Ci „usłyszeć” potrzeby ciała. Jeżeli dasz się namówić na taką zmianę lub już stosujesz tę metodę, podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu.

Po drugie: Jeśli chcesz zmiany swojego ciała, musisz je najpierw poznać, poprzez uważną obserwację.

Następnie zaakceptować a potem najlepiej pokochać. Gdy nasz umysł świadomy akceptuje ciało takim jakie ono jest w danym momencie, nasza podświadomość zaczyna odczuwać entuzjazm a to prowadzi do dostrojenia ciała. Wówczas może się okazać, że ciało obdarzone naszą akceptacją samo zacznie się zmieniać i rozkwitać, w sposób dla nas optymalny. Oczywiście musimy mu ze swej strony dostarczyć wartościowego pożywienia i zapewnić aktywność, która będzie przyjemnością a nie obowiązkiem. Mnie pomaga w tym joga, nordic walking, a latem rower.

Po trzecie: Zmiany wprowadzaj małymi krokami.

Dlaczego? Niech odpowiedzią będzie pewna metafora. Wyobraź sobie balon. Gdy go nadmuchasz będzie pełen skumulowanej energii. Gdy napompowany, niezawiązany puścisz wolno, na skutek szybkiej, niekontrolowanej utraty energii balon poleci gdzie chce, nie będziesz miała na to wpływu. Możesz też nadmuchany balon pozbawić powietrza przekłuwając go. Wówczas zmiana będzie szybka ale skutki opłakane bo balon rozpadnie się na małe części. Możesz wybrać jeszcze trzeci sposób. Powoli wypuszczać z niego powietrze. Zachowując kontrolę i przewidując skutki takiego postępowania.

Twoje ciało to Ty a nie projekt społeczno-kulturowy!

FitMind schudnij bez diet