04/22/2016

4 mity macierzyństwa. Dlaczego dziecko nie zmieniło mojego życia na lepsze.

Arabella O’Baker
Zapisz się na newsletter i otrzymuj specnewsy

Może nie mam racji. Znasz kogoś kto ma rację, która dotyczyłaby 100% populacji? Wszystkich kobiet? Każdy ma swoją rację. Ja mam swoją opinię na temat posiadania (co za okropne słowo) dziecka. Jestem matką. Mam serce. Przytulam swoje dziecko często. Nie pracuję mimo, że mogłabym robić „karierę w korporacji”, a córkę oddać do przedszkola i widywać ją 2h dziennie. To jest mój świadomy wybór. Ale w życiu kieruję się bardziej rozumem niż sercem. Dlatego macierzyństwo nie jest dla mnie tylko i wyłącznie serią miłosnych uniesień. Nie zapiera mi na co dzień tchu na tyle, abym nie była w stanie racjonalnie myśleć. Bycie matką nie jest dla mnie powodem do nadzwyczajnej dumy. Jest dla mnie pewną rolą, którą wypełniam w danym momencie. Na szczęście z własnej woli. Nie identyfikuje mnie jako człowieka. Nie daje mi żadnych przywilejów.

Dlaczego o tym piszę?  Ponieważ znam kilka kobiet, które nie mogą mieć dzieci. Co wcale nie oznacza, że nigdy nie będą matkami. Piszę tekst dla kobiet, które myślą: „Gdybym tylko miała dziecko, wszystkie moje problemy by się rozwiązały.” Chcąc pokazać drugą stronę tego marzenia. Marzenia, którego może mogłoby nie być, gdyby nie reguła niedostępności i marketingowa mitologia macierzyństwa?

Mit #1 – Miłość ci wszystko wybaczy

Dziecko to kolejny człowiek na tej planecie. Patrząc na Bułę do dziś nie możemy z mężem w to uwierzyć, że mogliśmy „siedząc” w dwójkę „zrobić sobie trzeciego”. Buła ewidentnie jest człowiekiem. Tak na marginesie – Buła ma inne, poważniejsze imię wpisane w dowodzie. Z poszanowania prywatności (bo przecież kiedyś dorośnie i będzie potrafiła czytać) otrzymała kryptonim „Buła”. Mogłabym ją tu nazywać Jessiką, ale wtedy nie wzięłabyś jej na poważnie. Nazywam ją więc Bułą, od jej monotonnego „buuu”, którym tak rozkosznie zagłusza mi na co dzień szum fal i własne myśli. Buła ma dopiero 1,5 roku i jeszcze nie mówi. Nie potrafi powiedzieć: „kocham Cię mamo”. Coś tam pokazuje, wiadomo. Przytula się, gryzie, szczypie… Niezwykle lubi do mnie podejść, gdy siedzę na krześle, odsłonić i wbić swoje ostre ząbki w moje tłuste boczki (tak usilnie wpychane przeze mnie w spodnie) niezależnie od tego czy jesteśmy w domu same czy mamy gości. Ugryzienie boli, niezależnie od intencji gryzącej i bezmiaru miłości, jaka potencjalnie w niej drzemie. Tak jak kopnięcie w twarz czy uderzenie twardą czaszką w szczękę (to akurat boli obie strony, więc potem następuje długa fala głośnego płaczu).

Mój mąż długo się na mnie oburzał, gdy przy każdym uszkodzeniu ciała krzyczałam sfrustrowana, że już nie mogę tego wytrzymać (karmiłam Bułę piersią przez 13 miesięcy, więc miała wiele okazji do bolesnego „naruszania mojego ciała”). Do czasu, gdy to on zaczął ją usypiać. Okazało się wtedy, że to nie jest mój indywidualny problem. Otóż w pakiecie z rodzicielską miłością nie idzie ekstra energia i niewyczerpane pokłady cierpliwości. W życiu rodzica włącza się cała paleta emocji. Im bardziej intensywny kontakt, tym wszystko buzuje na przemian. Miłość do dziecka ma taką samą moc jak miłość do męża/partnera czy rodziców. Generalnie zrobiłabyś dla nich wszystko, ale na co dzień potrafią porządnie wkurzyć.

Mit #2 – Każda kobieta ma instynkt macierzyński.

Klaudia obalała ten mit w jednym ze swoich artykułów. Nie będę więc wchodzić w naukowe szczegóły. Mogę pisać o własnym doświadczeniu, które było umiarkowanie trudne. Przed zajściem w ciążę nie lubiłam małych dzieci. Jako mała dziewczynka bawiłam się w szkołę, zamiast przewijać lalki i wozić je w wózku. Jako dorosła kobieta nie miałam znajomych z małymi dziećmi. Dlatego bardzo liczyłam na instynkt macierzyński. Niestety po powrocie ze szpitala do domu okazało się, że instynktownie wcale nie wiem więcej niż przed zajściem w ciążę. Nie polubiłam małych dzieci. Wcale nie miałam depresji poporodowej. Jednak nie odczułam tej mitycznej mocy, dzięki której mogłabym góry przenosić. Właściwie niewiele czułam, bo tak bardzo byłam niewyspana.

Dodatkowo doświadczyłam burzy hormonalnej, dzięki której przez pierwsze 6 tygodni po porodzie potrafiłam płakać z byle powodu. A przecież muszę uczciwie przyznać, że miałam ogromne wsparcie ze strony męża i teściowej. Nie mam pojęcia, jak radzą sobie samotne kobiety w takiej sytuacji? Muszą być jakimiś Turbo SpecBabkami!!! Karmiłam piersią, bo tak było zdrowo dla dziecka, ale nie lubiłam tego. Wszystko, co robiłam ponieważ „każda dobra matka powinna robić”, kończyło się u mnie ogromnymi wybuchami frustracji. Dużo czasu minęło, zanim pogodziłam się ze stanem rzeczy i nową rzeczywistością. Do dziecięcości Buły przywykłam, ale przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać momentu, kiedy będzie można z nią normalnie pogadać (choć wszyscy przestrzegają mnie, że wtedy to dopiero pojawią się prawdziwe kłopoty…)

Mit #3 – Dzięki dziecku życie nabiera sensu. 

Dziecko było dla mnie punktem zwrotnym. To prawda. Jednak raczej odebrało mojemu życiu dotychczasowy sens, niż samo z siebie wyznaczyło jakiś silny azymut. Z dzieckiem pojawiło się milion pytań. Wzmogły moje wątpliwości. Znacznie zmalała ilość czasu i energii, którą mogłabym poświęcić tylko i wyłącznie sobie. Przed zajściem w ciążę liczyłam, że macierzyństwo mogłoby dać mi upragnioną chwilę odpoczynku od pracy, której nie lubiłam. Tak się stało, jednak nie wzięłam pod uwagę, że: 1) Odpoczynek będzie przymusowy, bo pracodawca nie będzie chciał mnie z powrotem zatrudnić. 2) Macierzyństwo nijak się ma do odpoczynku… Tak stanęłam na zakręcie – pomiędzy domowymi pieleszami, niedawno co rozpoczętą karierą i znakiem zapytania. Brak czasu potrafi motywować. Teraz wiem, że nie zrobię już w życiu wszystkiego. Dlatego nauczyłam się wyznaczać priorytety, zadając sobie nieustannie jedno kluczowe pytanie – czego tak naprawdę chcę. Macierzyństwo w jakiś pokrętny sposób pchnęło mnie w objęcia samorozwoju i dbania o siebie. Z jednej strony potrzebowałam innego pola, aby totalnie nie zwariować pełniąc rolę matki 24 h/d. Z drugiej strony mam świadomość tego, jak czas zapier****. Wiem, że jak bardzo nie skupiłabym się na Bule, ona kiedyś dorośnie i będzie miała swoje życie (czego jej życzę z całego serca). Ja muszę mieć swoje życie i sama nadać mu sens.

Mit #4 – Dzięki dziecku nigdy nie będę samotna. 

To bardzo ryzykowne stwierdzenie. Z wielu powodów. Rodząc dziecko, wyjeżdżając z kraju straciłam kontakt  z wieloma bliskimi osobami. Paradoksalnie z osoby niezwykle towarzyskiej stałam się skupionym na własnym domu samotnikiem. Patrzę na Bułę i mam czasem ochotę szepnąć jej do ucha: „mam nadzieję, że się mną zajmiesz na starość, tak jak ja się teraz Tobą zajmuję”. Ale powstrzymuję takie myśli. Przecież sama wyjechałam z domu kilka lat temu. Mam swoją rodzinę i swoje życie. Czasem spoglądam na swoją teściową. Jej syn, czyli mój mąż wyjechał na odległą wyspę ze swoją rodziną, pozostawiając ją chcąc nie chcą samą w dużym domu, w małym mieście. Nie jest jej przynależny. Kocha ją tak jak ona kocha jego, ale nigdy nie stanowił  jej własności, ani polisy na samotne życie na starość. Towarzyszymy sobie w życiu w pewnych momentach, ale nie mamy pewności jak długo. Z wielu powodów.

To jest mój punkt widzenia. Nie wiem, czy w jakikolwiek sposób Cię przekonałam. Mam nadzieję, że udało mi się nakreślić jakąś nową perspektywę? Możesz mi zarzucić, że łatwo jest mówić o problemie, którego się nie doświadczyło. Wiem, jak ciężko jest polemizować z ogromnym pragnieniem. Rozumiem to. Tylko, że jeśli pragnienie, na które nie masz wpływu zaczyna kontrolować Twoje myśli, może warto rozłożyć je na czynniki pierwsze? W sieci, druku i przekazie ustnym królują opowieści mdlące swoją słodyczą: „Dziecko Twój skarb.”; „Macierzyństwo odmieniło moje życie.” Mit, dzięki któremu gatunek ludzki jeszcze nie wyginął jest starannie pielęgnowany i przekazywany z pokolenia na pokolenia. A przecież, tak jak nie każdy człowiek na planecie lubi czekoladę, nie każdy mężczyzna jest napalonym od rana do wieczora samcem gotowym na kopulację non stop tak i nie każda kobieta musi być matką. Co nie odbierze jej kobiecości, sensu życia, szansy na bezinteresowną miłość, szczęśliwej starości.

Każdy ma swoją rolę. Każda z nas ma swój unikalny zestaw genów, które dają jej pewne określone możliwości. Może warto się skupić na tych możliwościach, a nie na gonieniu powszechnie wciskanego kitu? Czymkolwiek ten kit w Twoim przypadku by nie był. Nie masz dziecka – masz czas i energię. Masz dziecko – masz obowiązki. Masz życie –  masz szansę na miłość. Spójrz w lustro. Przypomnij sobie, że też kiedyś byłaś małym dzieckiem. Przytul się,  proszę (i wybacz mi jeśli to rzewnie zabrzmiało). Nic nie musisz. Zawsze coś możesz. Skup się na sobie. Jesteś SpecBabką. Pozdrawiam i kończę, bo moje dziecko się właśnie obudziło i ryczy… Ty możesz tu zostać i dalej buszować na blogu, albo napisać coś w komentarzu, nawet jeśli miałabyś mnie przekonywać, że wcale nie mam racji.