04/15/2016

Trójpodział władzy czyli jak nie być Rodzicem Absolutnym.

Beata Machnikowska
Zapisz się na newsletter i otrzymuj specnewsy

„Niezależność rodzi się w spotkaniu z wolnością”. Ks. Jan Kaczkowski

Pozwólcie, że podzielę się z Wami pewnym doświadczeniem. Opowiem Wam historię, która dotyczy mnie  i mojej młodszej, dorosłej  już córki.  Jestem katoliczką, w młodości byłam dość mocno związana z kościołem. Śpiewałam w studenckim zespole, byłam związana z duszpasterstwem akademickim. To był dla mnie dobry czas, poznałam wtedy wielu wspaniałych ludzi i wartościowych księży. Chodziłam regularnie do kościoła (nie obawiajcie się nie będę ewangelizować, ani nawracać ☺). Z czasem, instytucja kościoła zaczęła mnie coraz bardziej drażnić i zniechęcać, ale nadal praktykowałam i moje dzieci chodziły do kościoła i na religię. Starsza córka, siłą rozpędu przystąpiła do bierzmowania i na tym zakończyła, jak zresztą wielu młodych ludzi, swoje obcowanie z kościołem. Gdy przyszedł czas na młodszą, pomimo wielu zastrzeżeń do instytucji kościoła i księży, rozpoczęła  przygotowania do bierzmowania. Jednak po około dwóch miesiącach, przyszła i oznajmiła nam, że nie widzi w tym sensu i rezygnuje. Na początku próbowałam ją przekonać, że może jednak warto się postarać dla papierka. Zaraz potem przyszła jednak refleksja, czego ją w ten sposób uczę. Porozmawiałyśmy o konsekwencjach tej decyzji i pozwoliłam jej na wybór. W końcu każdy ma prawo do swojego życia i własnych wyborów. Minęło kilka miesięcy i córka przychodzi z informacją, że ksiądz daje jej specjalną szansę, pomimo że nie uczestniczyła w przygotowaniach, może przystąpić do sakramentu, musi tylko przejść pozytywnie rozmowę. Zaczęliśmy się zastanawiać, że może to okazja. No bo wiecie, nie wiadomo co będzie w przyszłości, może ślub kościelny, biała suknia te sprawy. Może będzie chciała być chrzestną, takie tam kalkulacje. Z drugiej jednak strony miałam zgrzyt. Bo przecież to nie fair ani w stosunku do własnego sumienia ani też do innych znajomych, którzy cały rok uczestniczyli w przygotowaniach. To kołtuństwo i obłuda. Jednak, człowiek bywa ułomny i wykalkulowałam, że niech skorzysta w propozycji.  Nie czułam się z tym dobrze. W dniu kiedy miał być egzamin, córka stwierdziła, że jednak rezygnuje. Powiedziałam ok, musisz jednak pójść do księdza i otwarcie powiedzieć mu o swojej decyzji. I wiecie co, był to jeden z takich momentów, które budują jak nic innego i sprawiają, że myślisz sobie, iż trud wychowania nie poszedł na marne, a duma z własnego dziecka rozpiera pierś. Moja córka miała odwagę powiedzieć księdzu prosto w oczy czemu nie może być bierzmowana. Że byłoby to obłudne, bo pomimo, że została wychowana w wierze,  na ten moment nie widzi dla siebie miejsca w kościele. Był to z jej strony akt wielkiej odwagi i dojrzałości, który ksiądz uszanował. Czułam jednocześnie dumę z córki i wstyd ze swojego konformizmu. Szanuję jej decyzję, jednocześnie nie obwiniam się za swoje postępowanie, ponieważ rodzice chcą dla swojego dziecka jak najlepiej i czasem w tym „jak najlepiej” błądzą. Najważniejsze, by ostatecznie uczyć się na błędach i nie być rodzicem absolutnym, który zawsze ma rację. Należę do pokolenia, któremu mówiło się, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Ta mądrość ludowa królowała w większości rodzin. Miałam to szczęście, że  w mojej nie. Dzięki temu miałam wzorzec, który pomógł mi stworzyć dom, w którym dzieci  miały prawo głosu. Co oczywiście , nie jest równoznaczne z tym, że w nim  rządziły, albo że jest to dom idealny. Słowo „rządzenie” prowadzi nas do słowa ” władza” a władza wiąże się ze „środkami przymusu bezpośredniego”. Im bardziej autorytarne czy wręcz totalitarne  rządy tym bardziej brutalne środki przymusu.  Oczywiście w bardziej demokratycznych systemach, władza też używa środków przymusu, jednak są one ograniczone przez prawa człowieka. Zasady te dotyczą różnych grup społecznych tych większych, jak na przykład państwo, ale też i tych mniejszych, takich jak szkoła czy rodzina. Od rodziny wszystko się zaczyna, to ona wypuszcza w świat człowieka, który staje się mężem, żoną, pracownikiem, szefem. Jednostkę, która buduje świat w oparciu o przemoc lub partnerstwo.

Rządy silnej ręki  czy partnerstwo?

Rządy tak zwanej „silnej ręki” dla wielu są silną pokusą. Dają szybkie efekty, poczucie siły, sprawczości, wolności, wielkiej mocy. Mogłam zmusić córkę, żeby przystąpiła do sakramentu, bo przecież formalnie była niepełnoletnia. Jednak jest to pewna krótkowzroczność. Bowiem w dłuższej perspektywie okazuje się, że żadna władza nie jest wieczna i wtedy w najlepszym przypadku przychodzi rozczarowanie. Gdy w domu panuje monarchia absolutna, każdy zna  swoje miejsce w szeregu. Dziecko ze strachu przed rodzicem jest posłuszne, karne, bez szemrania wykonuje polecenia. Wszystko działa bez zarzutu, dopóki dziecko jest słabsze od rodzica.  I nie  mam na myśli  przemocy fizycznej czy znęcania psychicznego. Raczej chodzi mi o sytuacje, w której rodzic jest dowódcą a dziecko żołnierzem, który wykonuje posłusznie rozkazy. Oczywiście, zwykle stoi za tym szczere przekonanie rodzica, że robi to dla dobra dziecka. Gdy układ sił się zmienia, bo dziecko dorasta i coraz mniej się boi,  nagle rodzic traci kontrolę i niewiele może. Często słyszy się wtedy stwierdzenia „Taki był z niego grzeczny chłopiec, z takiego porządnego domu i co niego się porobiło” i zaczyna się obwinianie szkoły, środowiska, zupełnie nie dostrzegając faktu, że może to być skutek czy konsekwencja tak zwanej „krótkiej smyczy”. Jest jeszcze jeden aspekt takiego wychowania. Wybierając taki model rodzicielstwa trzeba być stale czujnym i kontrolującym, bo tylko wówczas wszystko działa jak w zegarku. Dzieci wychowane w takim modelu, często mają trudności w rozmowie z innymi dorosłymi, ponieważ w ich domu komunikowanie się było jednostronne.

Rodzic Absolutny :

– jest kontrolujący – jest nieufny – jest przekonany o swojej nieomylności – jest przekonany o swojej wyższości – kocha swoje dziecko warunkowo

Dziecko absolutnego rodzica :

-bywa zalęknione – boi się wyrażać swoje emocje i zdanie – jest nieufne – ma niskie poczucie swojej wartości – ma trudności w relacjach z innymi dorosłymi Przeciwieństwem wychowania „silną ręką” jest wychowanie oparte na partnerstwie. Taka rodzinna demokracja. Od razu zaznaczam, że partnerstwo nie oznacza kumpelstwa. Nie jest też tożsame z modnym niegdyś tak zwanym wychowaniem bezstresowym. Jest pewną postawą rodzica, który potrafi dać uwagę swojemu dziecku, być wobec niego szczerym i otwartym, okazywać mu szacunek. Pozwalać na wyrażanie swojego zdania. Taki rodzic uczy poprzez tłumaczenie i pokazywanie korzyści  i zagrożeń jakie niesie ze sobą określone zachowanie. Nie ignoruje uczuć dziecka, nie tylko słucha ale przede wszystkim słyszy co dziecko mówi i uwzględnia jego potrzeby. Nie działa z pozycji siły.  Umie się przyznać do błędu, przeprosić, powiedzieć, że czegoś „nie wie”. Może zmienić zdanie, gdy zostanie do tego przekonany argumentami. Taka postawa nie pozbawia rodzica prawa do egzekwowania od dziecka określonego zachowania. Wręcz przeciwnie taki rodzic musi być asertywny i  umieć stawiać granice. Jedno może sobie odpuścić – permanentną kontrolę. W takim modelu dziecko nabiera zaufania do matki czy ojca i mogą oni liczyć na to, że w razie problemów to oni będą pierwsi wiedzieli. Dziecko zaś nie będzie bało się odrzucenia. Taka  wolność w relacjach buduje niezależność dziecka, które z czasem staje się niezależnym nastolatkiem a następnie niezależnym młodym człowiekiem. Niezależnym, ale wcale nie „pępkiem świata” , nie egoistą skupionym na tylko na sobie, ignorującym ludzi wokół, tylko człowiekiem, który potrafi samodzielnie myśleć i brać odpowiedzialność za własne życie. Bo jak mawiał ks. Piotr Kaczkowski „Niezależność rodzi się w zetknięciu z wolnością”.

Rodzic „Partner”:

– jest  ufający –  jest otwarty – umie słuchać – jest kochający bezwarunkowo – jest asertywny – umie przyznać się do błędu

Dziecko rodzica „partnera”:

– jest ufne – jest odważne, otwarte na świat – nie boi się prosić o pomoc, gdy jej potrzebuje – jest pewne siebie – lepiej radzi sobie z zagrożeniami Demokracja, choć nie doskonała jest najlepszym ustrojem jaki dotąd udało się zbudować ludzkości.  Rodzina oparta na  demokracji też nie jest idealna, wierzę jednak, że w dłuższej perspektywie korzyści z tego modelu przewyższają straty. Co na ten temat sądzisz SpecMamo? Jestem pewna, że masz swoje doświadczenia, podziel się nimi w komentarzu. Beata